Długo nie zastanawiałem się kiedy zacząć pisać relację. Wiedziałem zaraz po tym co zobaczyłem i w czym wziąłem udział że musze zrobić to natychmiast by emocje same opisały to co nie do końca da się opisać jako zwykłą strzelankę. Basra od zawsze była specyficznym zlotem. Spotykali się na niej najróżniejsi ludzie i działy się tu takie rzeczy, których nie idzie zobaczyć gdziekolwiek indziej.

 

Najważniejszym aspektem od którego chcę zacząć to fakt że tu, na Basrze, nigdy nie liczyło się kto tak naprawdę wykona wszystkie zadania, kto zwycięży, a kto przegra. Tu zawsze liczyła się tylko dobra zabawa i to by każdy z uczestników chciał przyjechać na następny raz. Co roku organizatorzy próbują i tworzą coraz ciekawsze motywy na urozmaicenie gry dla wszystkich. W tym roku nie było inaczej. Moździerze, samoloty i wiele innych motywów pojawiło się by pokazać że orgom naprawdę zależy na frekfencji i dobrej zabawie za co bardzo serdecznie im dziękujemy z całego serca, bo kolejny raz bawiliśmy się świetnie.

 

W tym roku określenie „bawiliśmy się świetnie” jest słabym jak dla mnie zdaniem. Ciężko znaleść mi w słowniku słowo, które opisałoby to jak bawiliśmy się w tym roku. Organizacja z naszej strony naprawdę przerosła wszystkie do tej pory. Lucek, bez którego ta Basra nie miała by takiego czaru, pokazał kolejny raz że podchodzi do spraw na najwyższym poziomie i baza w jego wykonaniu w tym roku przerosła wszystko co do tej pory się pojawiło. Świetnie wszystko zaplanował i mimo paru problemów technicznych, nie sądzę by ktokolwiek w naszej bazie znalazł się, kto by powiedział że coś było źle, bądź że on zrobiłby to lepiej. Jego własny sprzęt był w 90% naszą bazą. 10% to pozostałości z poprzedniej edycji i trochę sprzętu od orgów. Mimo wszystko nawet gdybyśmy ten sprzęt jakimś cudem załatwili sami i mieli go tak samo jak dziś to wątpię by wyszło to tak jak wyszło i nawet w połowie nie sądzę by było to tak dobre. Budowa trochę nam zajęła, bo zaraz po przyjeździe i rejestracji w piątek późnym wieczorem, wyruszyliśmy by zacząć i zrobić wszystkie założenia zgodnie z planem. Problemy natury technicznej na które nie mamy wpływu trochę nas spowolniły przez co nie mogliśmy długo pracować w nocy ale mimo to nie załamaliśmy się w żaden sposób i znaleźliśmy rozwiązanie na każdy problem. Przyjazd, rejestracja, budowa, krótki sen, budowa i rozgrywka do późnego popołudnia, tak wyglądał nasz dotychczasowy terminarz. Jednak opłacało się budować nawet i całą noc jakby to tylko było możliwe. Centrum dowodzenia Colonela było wielkości małego domu parterowego mimo że zrobiliśmy je z plandek, folii i linek. Samo wypełnienie centrum przez pufy, dywany i wsparcie artystyczne od „Nimf” nadało naszemu wyjazdu tak wielki klimat że w sumie sama walka nie byłaby bardzo potrzebna by się dobrze bawić. Była to pierwsza baza na Basrze, która posiadała telewizor i konsolę do gry oraz wszelkie standardowe wyposażenie dla obozów muzułmańskich. Kolejnym ciekawym urozmaiceniem były wieże strażnicze z rusztowania, które najlepiej trafiły do mnie, jako sharpshootera ale i nie tylko bo wieża w środku obozu też była dobrze obsługiwana przez różne załogi. Motyw ostrzału wroga z ponad 4m wysokości był czymś niesamowitym, a samo spędzanie tam czasu bardzo wpływało na klimat, zwłaszcza przy pogodzie, która nas tam odwiedziła.Momentami można było porównać odczucia do tych przedstawionych w filmie „Szeregowiec Ryan”, gdzie deszcz we Francji nadawał specyficznego klimatu działań wojennych. Przyznać należy, jeśli już o budowie bazy piszę, wypadałoby stwierdzić że każdy członek Rainbow oraz koledzy z zaprzyjaźnionych ekip dawali z siebie ile mogli by tylko wszystko wprowadzić w życie i by pokazać że jesteśmy naprawdę dobzi w tym co robimy i co kochamy.

 

Dowodzenie nad całą naszą stroną dostał oczywiście Colonel. Nie ma sensu pisać o tym jak dowodził, bo przez tyle lat dowodzenia, które on ma za sobą, nie można powiedzieć ani jednego złego słowa na niego i niech wystąpi ten który sądzi inaczej. Napiszę jedynie że naprawdę kolejny raz mimo iż na początku braliśmy pod uwagę fakt że może być momentami nudno, to on zadbał by każdy miał co robić i nikt nie stał gdy reszta pracowała. Ważnym aspektem postaci Colonela jest jego charyzma, która wpłynęła nawet na osoby, które nigdy wcześniej nawet go nie widziały na oczy, a rozkazy otrzymane od niego momentalnie starały się wykonać jak najlepiej potrafiły. W dalszej części relacji dam konkretny przykład wpływu jego osoby na wszystkich którzy na Basrze się zjawili.

 

Sama rozgrywka zaczęła się dla reszty ok. godziny 9 gdzie zjawili się w bazie, która była już w 75% skończona i wystarczyło by pomogli wprowadzić poprawki i można było ruszyć do boju. Początki rozgrywki jak zwykle są ciężkie i za bardzo nie wiadomo za co się zabrać ale jak już pisałem Colonel sprawnie ogarnął temat rozkazów i szybko podzielone zostały do tego ekipy. Rainbow zostało głównie przydzielone do obrony bazy i zadań bardziej LARPowych niżeli samej walki, ale Lucas wyruszył w pole by pokazać że nie siedzimy wygodnie i nie liczymy na pracę innych. Lucas jako doskonały dowódca polowy szybko wykonywał zadania i dzięki temu chwilę po południu osiągnęliśmy taki stan pieniężny że spokojnie mogliśmy kupić o czym tylko nie marzyliśmy i co tylko nie przyszło nam do głowy. Nie mówiąc już o możliwości wykupienia Gwardii na swoją stronę, której ani razu nie wykorzystaliśmy!

 

Z mojej perspektywy czas rozgrywki mogę opisać dość szybko: obserwacja i eliminacja wrogich osobników zbliżających się do bazy. Barył jako naczelny gwardzista wodza pilnował by każdy kto się tylko chce zbliżyć do centrum dowodzenia został co najmniej 2 razy przeszukany i gdyby nie pogoda, która nie do końca w tym roku nam przypasowała, pewnie osoby chcące uzyskać audiencję byłyby w podkoszulku, spodniach i butach bez ani jednej ładownicy bądź grubszej kieszeni. Wolin bardzo szybko dołączył do drużyny wyruszającej z Lucasem więc robił to co uwielbia czyli współpracuje i wykonuje zadania terenowe. Willy także nie zostawał w tyle i dołączał kiedy tylko była taka możliwość. Lelo nasz nadworny doradzca Colonela był wraz z nim w namiocie i pomagał gdy tylko było to potrzebne. Spajder i ja zajęliśmy się tym co dla nas jest najcudowniejszym zajęciem na świecie czyli snajperstwem, niestety broń Spajdera została uszkodzona i musiał się on przezbroić na  inną, a Lucek jak już pisałem, przewodził obroną całej bazy. Tak więc jak widać każdy z nas coś robił i dzięki temu myślę że wpływ Rainbow na wydarzenia tegorocznej Basry był duży.

 

Jeśli chodzi o same zadania to były różne. Raczej starano się zrobić tak by zadania nie pokrywały się ze sobą, mimo iż większość z nich dla obu stron była podobna. Pierwsze zadanie poboczne od Gwardii brzmiące „Pomóżcie nam odzyskać utracone 2 wielbłądy było na tyle zabawne i zarazem ciekawe” że z miejsca zgodziliśmy się na nie i od tej pory zajęcia nam już nie brakowało. Jednym z ciekawszych zadań było zdobycie i transport skrzyń ze złotem. Nie obyło się bez pomocy naszych przyjaciół z Delty i Irka buggy, które transportowało skrzynie i nie tylko skrzynie. Chodzą słuchy że na przyszły rok Rainbow w końcu uda się skompletować własny taki pojazd ale na razie wszystko jest w fazie planów i zbierania materiałów.. Koncepcja gwardzistów i handel z nimi czasem był skomplikowany i powodował małe problemy ale dawaliśmy sobie radę i udawało się z nimi dobrze negocjować. Gra w ruletkę także dawała nam dużo możliwości ale nie graliśmy aż tak często po prostu z braku czasu. Wysyłaliśmy do tego ludzi z innych pododdziałów jeśli była taka możliwość. Jako że zadania wymagały od nas współgrania drużynowo, na początku były małe obawy czy aby na pewno wszystko się zgra, ale potem okazało się że dowódcy wszystkich ekip ze strony Iranu są porządni i poważnie podchodzili do tego co się dzieje dlatego współpraca szła na najwyższym poziomie.

 

Jednym z faktów, który sprawił że Basra VI powinna zapaść na baaaardzo długo w pamięć jest fakt, że pierwszy raz dziś spadł deszcz podczas manewrów. Nigdy dotąd to się nie zdarzyło i to już zwiastowało że stanie się coś czego nikt tak naprawdę się nie spodziewał. Stanie się coś co zmieni całkowie cały zlot teraz i w przyszłości. Stanie się to że mimo iż w przyszłym roku wypadnie już 7 edycja tego zlotu, będzie można tak naprawdę zacząć całą historię od początku i to tak jak tylko będzie się chciało organizatorom.

 

O godzinie 16:00 Colonel skontaktował się z dowódcą przeciwnej strony Dexterem i ogłosili między sobą Konfederację Wolnych Ludzi Miasta Basry. Konfederacja ta zjednoczyła oba narody Iranu i POPISu i stworzyła jedną wielką armię z dwoma genialnymi dowódcami i dała szanse odwrócić pasmo zwycięstw i porażek. Pierwszy raz w historii Colonel i Dexter zdecydowali że dość! Dość ciągłej i nic nie zmieniającej wojny między dwoma nacjami. Czas by nacje się zjednoczyły i osiągnęły wspólny cel czyli przejęcie kontroli nad miastem Basra i wypędzenie gwardii razem z królem. O godzinie 16:10 baza Iranu została zaatakowana przez zjednoczone siły gwardii i POPISu przez co Iran był nieco zdezorientowany i przegrał z tak przeważającą ilością wrogów. Wszyscy żołnierze dostali się do niewoli i po dotarciu do bazy POPISu i ogłoszeniu konfederacji zostali wspólnymi braćmi z resztą żołnierzy. Ogłoszenie o pakcie sojuszu i konfederacji wydali jednocześnie Colonel i Dexter w obozie POPISu dzięki czemu wybuchły gromkie brawa i radość wśród wszystkich. Nastał czas zemsty na gwardii i zyskaniu tego co się prawnie należy czyli przejęciu władzy w mieście Basra. Wszyscy jak jeden mąż ruszyli do boju i do walki by osiągnąć ten cel. Walka w mieście była stosunkowo krótka. Trwała do 30 minut, ale z góry było wiadome że gwardia nie ma nawet najmniejszych szans na wyeliminowanie chociaż 10% liczebności sił koalicji. Otoczenie meczetu i ogłoszenie zwycięstwa było najcudowniejszą chwilą w życiu wszystkich, którzy pojawili się na tym zlocie. Osiągnęliśmy coś czego nikt się tak naprawdę nie spodziewał i nie mógł spodziewać, bo tego nie było w ogólnodostępnych planach działania. O tym co się stanie wiedziały nieliczne osoby i dzięki temu wypaliło to tak jak miało. Osiągnęliśmy element zaskoczenia mimo że nie było zbyt dużo czasu dla rozleniwienia wojska, mimo że rozkazy wydawane były dużym grupom, pragnącym tylko jednego, osiągnięcia 100% zwycięstwa i przejęcia pełnej kontroli nad całym miastem. Chwila gdy widzieliśmy Hassana związanego i idącego na początku konwoju z rakietą w ręku jak niewolnik nowych czasów była oszałamiająca. To było coś czego nawet osoby, które wiedziały co się stanie nie mogły sobie wyobrażać… To była wyjątkowa chwila, nie powtarzalna i magiczna… Dla takich chwil kochamy to co robimy i to co robią wszyscy by ta zabawa była tym czym jest najpiękniejszym czyli dawała nam radość z życia, której w codziennych chwilach tak często brakuje. Odstresowanie, którego tak długo brakowało i towarzystwo ze starych dobrych czasów, kiedy ASG raczkowało w Polsce i wszystko się zaczynało. Teraz może i nie jest tak jak kiedyś. Dużo się zmieniło w ludziach i w środowisku, ale dla takich chwil jak ta dziś po 17:00 kiedy grubo ponad setka ludzi krzyczała i wiwatowała jak prawdziwe wyzwolone miasto arabskie spod okupacji warto przyjechać i odciąć się od wszystkiego poza ogrodzonym terenem gry.

 

W piątek i dziś usłyszałem mimowolnie wiele zdań, które mówiły że ASG kiedyś, a ASG dziś to dwa różne światy i zgadzam się z tym. Technika poszła gwałtownie do przodu, sprzęt poszedł w jakość i dziś nie tak jak kiedyś każdy ma na sobie mundur wraz ze sprzętem i coraz częstszym widokiem są przynajmniej 2 bronie + krótka przy sobie, gdzie 5-7 lat temu marzeniem było mieć AEGa. Nie możemy się cofać i używać sprzetu sprzed lat mając do dyspozycji cały karabin na profesjonalnych częściach Systemy, zważywszy choćby na awaryjność czy skuteczność strzału. Faktem przykrym wpływającym na to że ASG się zmieniło jest moc replik, która często decyduje o tym jak zakończy się spotkanie 1on1… Na szczęście zloty typu Basra pokazują nam że w tej zabawie wcale nie liczy się ta moc i nawiązuje że ciągle w tej grze liczy się tylko i wyłącznie to co czuje uczestnik  i jak bawią się ludzie, a nie to kto ile fragów nabije i pokaże że ma dużo pieniędzy na sprzęt i broń i jaki to on nie jest. Airsoft ma symulować działania wojenne i najważniejsze w tej definicji jest słowo „symulować”, bo tu nikt nie ginie, nikt nie odnosi poważnych ran od kul ani nikt nie obala rządu dlatego że to przewiduje scenariusz. Tu wszyscy fani oraz osoby które lubią tego typu zajęcia mają czuć że robią to co lubią. Basra jak najbardziej pokazuje tego typu klimat i dlatego jest najważniejszym zlotem w całym terminarzu Rainbow. Choćby nie wiem co się działo i nie wiadomo gdzie by miała się odbyć, mam dziwne przeczucie że Rainbow na pewno zrobiłoby wszystko by się tam znaleść i by pokazać się z jak najlepszej strony mimo dowolnych przeciwności losu.

 

W końcu co to za Basra gdy się nie słyszy „I znowu Rainbow popsuło cały plan Basry..”

 

Relacja z niedzieli trafi do was jak najszybciej to tylko możliwe.

 

Rekrut Ethell.